Weź i wyluzuj

Pobudka o 6 rano, śniadanie dla całej rodziny, dzieci wyprawione do przedszkola czy szkoły, drugie śniadanie dla męża do pracy, szybko makijaż i do pracy. W pracy na pełnych obrotach, zanim zdążysz skończyć jedno zadanie, szef już wyznaczył Ci pięć innych. Wracając z pracy zakupy dla całej rodziny, córka na diecie, mąż lubi porządnie zjeść, kupujesz, co potrzeba i biegniesz do domu żeby zdążyć ugotować obiad dla całej rodziny, starasz się by wszyscy jedli o jednej porze, bo przecież posiłek scala rodzinę. Po obiedzie lekcje z dziećmi, pranie, sprzątanie, zmywanie, a jeszcze szef dał Ci prace do domu, zasypiasz nad stertą papierów albo laptopem, budzisz się z obolałym karkiem, zdejmujesz ubrania i kładziesz się do łóżka, nim dobrze zaśniesz dzwoni budzik. Szybki prysznic, pobudka o 6 rano i fortuna kołem się toczy, dzień zaczyna się od nowa.

Brzmi znajomo ?

Jeśli ten scenariusz, choć trochę jest Ci znajomy to ja głośno apeluję dziś do Ciebie weź i wyluzuj. Naprawdę. Czas najwyższy zwolnić tempo, bo Twój organizm tego nie wytrzyma, twój mózg będzie działał coraz gorzej, a Twoje nerwy staną się coraz bardziej wątłe.

Cudownie, że starasz się wszystkim dogodzić, że chcesz być idealną żoną, matką, córką, synową, panią domu, bizneswoman i kim tam jeszcze chcesz, ale nie tędy droga. Ty jesteś jedna a zadań, które sobie wyznaczasz milion. Sama im nie podołasz. Nie jesteś robotem, tylko człowiekiem. Nie musisz być w każdym calu idealna, ideały przecież po prostu nie istnieją. Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić, wiem, znam to, rozumiem.

Czas na zmianę.

Mam jednak do zaproponowania mały eksperyment. Papier jest cierpliwy, więc przyjmie wszystko. Weź kartkę i zanotuj listę zadań, które wykonujesz codziennie, co tydzień, cyklicznie, co jakiś czas, wszystko to, czym się zajmujesz. Podziel to na zadania, które nikt za Ciebie nie może wykonać (np. te związane z Twoją pracą) i te, które możesz oddelegować innym oraz takie, które po prostu możesz odpuścić, pomyśl czy tych, które robisz codziennie jak np. zakupy nie da się zrobić powiedzmy raz w tygodniu. Pomyśl ile czasu zaoszczędzisz, i w te puste luki czasowe wstaw czynności „dla siebie”. Odpoczynek też powinien być wpisany w codzienny kalendarz wydarzeń rodziny.

A czasem, jeśli coś Ci nie wyjdzie, mąż nie dosoli zupy a córka zapomni gdzieś posprzątać kurze, na dywanie znajdziesz okruszek, a w zlewie wieczorem będą trzy szklanki pamiętaj, jutro też jest dzień, nie wszystko musi być idealne, bo idealne nie istnieje. Czasem po prostu weź i wyluzuj.

  • Czasem dobrze wyluzować 😊. Mam wrażenie, że ludzie czasem zbyt mocno się spinają i dążą do perfekcjonizmu w każdej dziedzinie życia kosztem swojego zdrowia.

  • Perfekcjonizm jest częstszy niż kiedyś myślałam 🙂 Prawdopodobnie ma to głębsze psychologiczne podłoże niż tez kiedyś mi się wydawało – za niskie poczucie własnej wartości, ciagle not good enough, jakieś stare niespełnione marzenia, czasem pustka… Nie można się mu poddać, zwłaszcza jeśli paradoksalnie niszczy życie.

    PS *tempo – poprawiam z życzliwości, nie hejtu 🙂

    • Nie dopatrzenie. Już poprawione. 🙂 A co do reszty komentarza, zgadza się. Wiele kwestii nawet tych z przeszłości może mieć wpływ na perfekcjonizm w życiu dorosłym.

  • Adko

    Faktycznie, chyba nikt z nas nie wpisuje odpoczynku w kalendarz 🙂 Błąd!

  • Popieram i podpisuję się każdą kończyną 🙂 Ja uważam, że nic się nie stanie jak mieszkanie nie będzie się świecić jak psu jajca za przeproszeniem, statki w zlewie też mogą poczekać, pranie tak samo dopóki jest co na grzbiet włożyć 😉 Dlatego zamiast w weekend jechać na szmacie, zdecydowanie wolimy z partnerem pojechać coś zwiedzić, czy spędzić czas na łonie natury i świeżym powietrzu, co uznajemy za dużo bardziej wartościowe – i pod względem relaksu, równowagi w życiu po tygodniu pracy i pod względem rozwoju osobistego. Pozdrawiam i lecimy bo sobota! :)))

    • Dziś jest mój pierwszy weekend od dwóch lat który spędzam w domu i tylko dlatego, że jestem na antybiotyku. Również z partnerem i córą zwiedzamy Polskę w każdy możliwy wolny weekend. Mała ma 4 lata i widziała więcej niż nie jeden dorosły. Może nie wiele będzie pamiętać ale mama robi masę zdjęć. Na pewno lepiej wpłynie to na jej rozwój niż czepianie się o nie posprzątane zabawki. 🙂

      • Dokładnie tak! Ja jako dziecko też sporo z rodzicami jeździłam i ok – na pewno nie pamiętam większości, tylko migawki i przebłyski, ale jestem głęboko przekonana, że właśnie to ukształtowało mnie i moją pasję do poznawania świata. Uważam, że w dzisiejszych czasach jest to szczególne istotne jeśli się ma dzieci, żeby zaszczepić im pasję do odkrywania realnego świata, a nie tylko siedzenie z nosem w kompie i grach. Przeraża mnie jak dzieci znajomych wolą grać, niż gdzieś pojechać!

        • A to już jest temat rzeka, który mnie przeraża, 2 – 3 latki grają na tabletach czy telefonach i operują nimi lepiej niż dorośli. Na szczęście moje dziecko woli podróżować niż oglądać bajki i grać 🙂 Ma to po rodzicach 🙂 Albo dzięki rodzicom… ? 🙂